AMD



Początki mojego pecetowego życia to wyczekiwany slim desktop od Compaqa z Intelem 486SX 25 MHz na pokładzie. Jakoś pewnie 1994, może 1993. Komputerowe życie zaczęło się dużo wcześniej. Dużo – ale to innym razem. W każdym razie wyglądał naprawdę fajnie – inny niż wszystkie te standardowe skrzynki w byle jakich obudowach. Radość była ogromna… do momentu, gdy zobaczyłem Dooma u znajomego rodziców. Tamten pecet miał 486DX2 66 MHz i kartę dźwiękową. No i zaczęło się – zawsze był jakiś problem, zawsze czegoś brakowało.

Potem sprawy się komplikowały. Obudowa superslim miała riser, a ten nie wspierał wszystkich kart rozszerzeń. Najpierw przyszła karta dźwiękowa, ale upgrade procesora do wersji DX i dodatkowej pamięci to była droga przez mękę. Ostatecznie skończyło się na wymianie całego komputera. Tak zaczęła się moja przygoda z pecetami – dłubanie w plikach autoexec.bat, szukanie sterowników myszy zajmujących mniej niż 10 kB, walka o każdy bajt pamięci podstawowej. Takie czasy.

Kolejnym krokiem był komputer z AMD 5×86 133 MHz. To nie był prawdziwy konkurent Pentium – nadal oparty na architekturze 486, podczas gdy Pentiumy były już standardem od 2 lat. I oczywiście znowu – u znajomego Pentium 100 i powtórka z rozrywki: zawsze coś słabszego, zawsze po kosztach. Ale nie narzekam – coś tam się dłubało, kombinowało i działało.

Były jeszcze epizody z procesorami Cyrix, ale najciekawsza historia dotyczy kolegi z liceum, który miał komputer na procesorze RISC. To była egzotyka. W 1996 roku przyszedł znajomy z dyskiem, na którym był Quake 1. Niestety, mój AMD 5×86 tego nie ogarnął. A potem weszły 3Dfx Voodoo, co tylko pogłębiało poczucie, że jestem w tyle. Ale w końcu udało się – kupiłem swój pierwszy akcelerator 3D.

Nie pamiętam dokładnie, co miałem wtedy na płycie głównej czy jaki procesor, ale Quake 1 (i gra po internecie na modemie) był dla mnie nowym światem. Pamiętam te noce spędzone na stawianiu BBS-a, testowanie go z obcymi ludźmi, wymiany plików. Emocje były niesamowite. Potem przyszły kafejki internetowe, ale ja omijałem je szerokim łukiem – miałem internet w domu. Najpierw SDI dzielone na cztery, potem Neostrada 512, też na cztery (LAN na BNC!). A przy tym wszystkim zabawa z linuxowymi dystrybucjami, które pozwalały dzielić SDI na prostym, jednę-dyskietkowym systemie.

Z czasem pojawiły się Quake 2 i Quake 3, które pochłonęły setki godzin mojego życia. Pisanie konfiguracji, by wyciągnąć maksymalne FPS, stało się codziennością. Mając zawsze słabszy sprzęt, kombinowałem: podkręcanie procesora, lepsze chłodzenie, radiatory na pamięciach Voodoo, optymalizacja plików konfiguracyjnych. Całe dnie eksperymentów i testów, które wciągały na maksa.

Później przyszły procesory K6, karty graficzne Voodoo2, Riva TNT i TNT2. Zmieniłem platformę na Intela – mojego nieśmiertelnego Celerona 333 MHz, który dawał się podkręcić do 500 MHz.

(… dłuższa pauza …)

Każdy etap tej przygody to kolejne wyzwania i lekcje ale przede wszystkim – to była czysta ciekawość, radość odkrywania i eksperymentowania, obserwacji, zdobywania doświadczenia. Najlepsza zabawa ever!


One response to “AMD”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *